Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kresy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

W popołudniowym słońcu

Witam witam !
 Oto ciąg dalszy moich zaległości jak już wspomniałem jestę już licencjatę elektroradiologii. Co to takiego zastanawiacie się pewnie. Najprostszym wytłumaczeniem tegoż kierunku jest to że mogę obrazować człowiek nie tylko klasycznymi aparatami (tutaj lustrzanki mam na myśli :P) ale również specjalistyczną aparaturą szpitalną do TK, MRI, itp. Najprościej mówiąc robię zdjęcia od zewnątrz jak i od wewnątrz. Oryginalnie co?? :P Dobra nie zanudzam Was już! Wrzucam Wam na ruszt Izę i popołudniowym słońcu na dachu Filharmonii Podlaskiej :)


Iza wspomaga moją twórczość nieustannie :D Znów trafiła na czołówkę bloga :) A to nie koniec atrakcji. Zeszłoroczne zdjęcie Izy (które również zdobiło bloga) zdobyło nagrodę publiczności (etap regionalny) w Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Studenckiej (Zdjęcie znajdziecie TUTAJ)  Wielkie dzięki Izka!


Niestety nie dostałem zdjęc z regionalnych eliminacji :(



Zawsze pisze, że to wszystko na dziś. Dziś tak nie będzie. Czekać grzecznie na następne zaległości!
Hawk!

wtorek, 10 lipca 2012

Spacery po parku

Pozowała Asia ;) Wszystkie zdjęcia wykonane Heliosem 81N 50 mm.





;)

Trochę wody dla ochłody

Cześć!
Ostatni tydzień był tygodniem saharyjskich upałów. Większość tygodnia polegała na egzystowaniu niczym roślinka. Ale po dwóch dniach stwierdziłem, że trzeba spędzić aktywnie i żadne leżing & smażing, bo nuda i strata czasu. Jak się chce to i na rowerze można się opalić :D Pomijając rower, bieganie, spacerowanie czy koszenie trawy trochę czasu trzeba poświęcić na zdjęcia :D Korzystając z tej okazji iż weekend spędziłem w Białymstoku porobiłem co nie co. Zatestowałem przy okazji zdjęć z Asią swój nowy nabytek Heliosa 81N 50mm f2. Po sesji i wrzuceniu materiału na kompa stwierdzam żyletę wśród mojego skansenu :D W sesji uczestniczyła również Kamila.


 Jako że żar lał się z nieba wykorzystaliśmy kurtyny wodne porozstawiane po rynku Kościuszki. A o to wodny materiał - sami zobaczcie :





na koniec tej mokrej sesji backtages :


Świat przez różowe okulary

Tyle na dziś ale wkrótce więcej :D
Dziękuję dobranoc :D


niedziela, 1 lipca 2012

Escape from Wonderland

Witam serdecznie :D
Po długiej przerwie wreszcie coś konkretnego a nie zdjęcia typu zapchaj dziurę na blogu jak ostatnio. Tuż przed powrotem z Białegostoku  do domu po sesji uwieńczyłem na zdjęciach Justynę.



 Wraz z Przemkiem, który jest projektantem zrealizowaliśmy sesje na obrzeżach Białegostoku - w Księżynie.

Mimo chłodu i głodu, który był wszechobecny i dał się odczuć po 4 godzinach bytowania w miejscu gdzie diabeł nie mówi dobranoc bo jeszcze nie dotarł Justyna spisała się znakomicie (Mam nadzieje, że bez uszczerbku na zdrowiu).

Do krainy czarów prowadziła kręta błotnista i wyboista droga :D


  Na końcu tej dziurawej ścieżki znajdowało się magiczne wejście do krainy baśni (niestety Marta nie miała  pilota do bramy więc musieliśmy wejść furtką). Potem szybka i rozwlekła charakteryzacja w domku Marty i w drogę poprzez wdzięki krainy.

 Charakteryzatornia

 Byliśmy doskonale wyposażeni dopóki Przemek nie pogubił szpilek:D
 Co się działo sami zobaczcie :




Kreacje wykorzystane w sesji pochodzą z ostatniej kolekcji Przemka ,, Fragility look"






 Wszystkie oczywiście pozyskane z naturalnych źródeł. Żadne ze zwierząt nie ucierpiało. Suknie testowane wyłącznie na Przemku. Na koniec tego fashion'u takie sobie z Justyną:


No to koniec :D Idę się smażyć.
Hawk!

sobota, 28 kwietnia 2012

Warsztaty i inne

Witam serdecznie Drogich Czytelników, Fanów, Antyfanów i nie tylko. Zaniedbałem trochę bloga - ani jednej publikacji i sesji od dwóch miesięcy. Ale postaram się nadrobić tą lukę spowodowaną brakiem pogody w szczególności i brakiem czasu, miejsca i zebrania ekipy. Ogólnie rzecz biorąc człowiek na detoksie od fotografowania obumiera, a jak sami wiecie fotografia jest jak bagno - wciąga. Ja niestety gdzieś wpadłem w szuwary i przez te dwa miesiące nic nie zrobiłem. Ale dla pocieszenia mam parę klatek z warsztatów fotograficznych  organizowanych na polibudzie białostockiej przez studio fotograficzne Butterfly Effect Studio ( kryptoreklama dla Rafała :P). Także dziś podzielę się tutaj z wami fotografią studyjną. Jednak stwierdzam, że zostaję wierny plenerowi, bo w foto studyjnej brakuje duszy (jak dla mnie). Wiec paczajcie zanim przejdę do ględzenia:





Fryzura: Dawid
Modelki :  Ewa i Dominika

Oczywistą oczywistością jest to iż rozpoczyna  się długi weekend majowy. Wszyscy gdzieś wyjeżdżają, wracają, przemieszczają się wzdłuż i wszerz Polski. Ja wczoraj jakimś cudem wróciłem, a zaczęło się tak:

,,Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka ogromna i pot z niej spływa - 
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha..."


Guzik prawda!  Czekałem z moją znajomą Moniką na peronie bo ta PKP-owska drezyna miała 40 minut opóźnienia, a  czasu na przesiadkę Wawie mieliśmy około 10 minut (zaznaczam, że do Wawy z Białego jedzie się około 2,5 h). Pociąg ten jest bardzo inteligentnej relacji Gdynia - Olsztyn - Białystok - Wawa - Katowice. Zakładając oszczędność PKP to...
Wagonów nie miał ze czterdzieści
i gówno się tam pomieści...
Zajechała drezyna ośmio wagonowa - niestety w szacunkach mogę się pomylić +- jeden wagon bo gdy zajechał pociąg rozpoczęło się tzw. kolejowe safari. Nie wiadomo skąd, stado ludzi z walizami, kontenerami, studentami, emerytami, młodzieżą wszechpolską zaczęło napierać na wagony, z których jeszcze pipole nie powysiadali . I biegiem wszyscy ( z daleka było słychać gitarę kolesia przygrywającego do walki na kładce dla pieszych nad torami. Niestety grania i brzdąkania przyćmił ryk stada nacierającego na wagony)... Na szczęście udało mi się wysunąć na przód tej fali, wlać się do pociągu i zaszachować dla nas miejsca. Uff... każdy odetchnął z ulgą i jedziemy ( po 40 minutach opóźnienia i 20 minutach siedzenia w pociągu na peronie)... Białystok żegna nas (na tyg) wysprayowanym napisem na stodole Metallica (kiedyś zrobię wam zdjęcie i pokaże).
 Nasz pierwszy przystanek po drodze to Łapy. Mała wioska położona 30 minut od Białego  która była słynna z zakładów naprawczych taboru kolejowego i cukrowni do puki nie upadły ( tak słyszałem od pasażerów). Następny przystanek Szepietowo ( nie słyszałem nic o tej mieścinie jedynie wiem ze dojeżdżają tu interegio z Białego. Kolejny Czyżew z latarnią morską przy dworcu; następnie Tłuszcz. Po drodze poddaliśmy się aromatoterapii gnojówy z pól. I tak po 2,5 godzinnej podróży docieramy do dworca Warszawa Wschodnia. Jak już wcześniej wspomniałem, pociąg ten miał opóźnienie i niestety nie nadrobił go, wiec konduktorzyna musiał powstrzymywać parę innych połączeń tak np: do Kielc czy Poznania . Wracając do Wawy Wsch. dla świeżo przybyłych do stolicy tutaj jest koniec świata i podróży w jednym ( ja, że jestem już tutaj stałym bywalcem oczekującym na  pociąg to dla mnie tylko Sodoma i Gomora), gdyż większego burdelu  na dworcu niż w Wawie Wsch. to nie ma w całej Polsce. Warszawa stolica reszta okolica -tak to prawda. Dobra, przybyłem i co teraz?? hęę?? Opóźnienia pół godziny i gdzie pociąg skoro w rozkładzie jest, że odjeżdża z 1 peronu o 19.19, a go niema?? Za to na pierwszym peronie czekał do Lublina. ,,Ding dong! Pociąg TLK Sienkiewicz do Kielc odjeżdża z peronu 4 przy torze 8! Ding dong!" - coś takiego wybełkotał z trudem megafon na na dworcu, a że słuch dobry...
 biegiem na 4 peron... ale do jasnej ciasnej  gdzie jest czwarty peron ?? Brak jakiegokolwiek oznaczenia i działającej tablicy informacyjnej  - nic, a nic - rozpiździawa totales...
Trafiłem, wskoczyłem i odjechałem. Jak się później okazało połączenie przez Dęblin czyli dodatkowa godzina drogi w pierwszej klasie na wykładzinie przed kiblem (druga klasa miała linoleum^^ haha) .
To już pół drogi i pół sukcesu mimo tłoku, ścisku i ukropu dało się usłyszeć kieleckie ,,ja jebe" w oddali wagonu. Przez 3 godziny był czas zapoznać się z paroma studentami, którzy również  podróżowali siedząc przy kiblu. Nie zabrakło też psa rodem z filmu ,,Gdy odejdą wody", który siedział wraz z panią  w przejściu miedzy jednym wagonem, a drugim i zaglądał do nas ukradkiem . Po drodze w Skarżysku wysiadła drużyna harcerzy co spowodowało zwolnienie prawie całego wagonu :P także pół godzinki prze przyjazdem do Kielc można było klapnąć i rozgościć się w przedziale - gdyyyby nie burżuazyjne warszawskie ważniactwo, któremu wszystko przeszkadzało...
No ale nastał kres tej dręczącej podróży  - stacja Kielce godzina 22.51.
Dobranoc ;)

poniedziałek, 5 grudnia 2011

U stóp bram wschodu

Witam !
Dawno mnie tutaj już nie było, a to wszystko przez chroniczny brak czasu. Ciągle jakieś zaliczenia, kolokwia, niekończące się ćwiczenia i zbyt krótki dzień na realizacje czegokolwiek. W końcu mamy grudzień. Ale tak prawdę mówiąc ni to jesień ni to zima. Rano mróz później plucha. Brr... Lepiej nie wychylać nosa na zewnątrz tylko delektować się gorącą herbatą i naleśnikami ;) O właśnie a propo naleśników. Już kilku osobom obiecałem przepis także zamieszczę go poniżej.
Przepis na naleśniki cynamonowe :
Więc tak najpierw bierzemy garnek, miskę, naczynie, coś co ma kształt wklęsło-wypukły do środka jak i również wypukło-wklęsły na zewnątrz:P Ów naczynie zaopatrujemy w 2 jajka kurze ( piszę kurzę gdyż spotkałem się z nie domówieniami - ktoś wbije znów przepiórcze albo strusie:P) pożyczone z lodówki (nie mojej by nie narażać się na koszty), 2 szklanki mleka lub tyle ile zostało niedopite, reszka wody mineralnej, szczypta soli, łyżeczka cynamonu, 2 łychy miodu, i mąki pszennej tyle aby nie zrobił się kluch w misce ( masa musi być rzadka). Jeśli już zaopatrzycie naczynie w powyższe składniki należy chwycić ręką metalową łychę układając dłoń w sposób adekwatny do powierzchni uchwytu szyjki łyżki aby w wyniku obrotu powstał ruch mimośrodkowy pozwalający na odsklepienie składników od ścianek wewnętrznych naczynia i stworzenie jednolitej masy. Dłoni nadajemy ruch skrętny odwrotny do ruchu wskazówek zegara. Wektor siły obrotu musi być odpowiednio przyłożony i wzięta musi być tu pod uwagę odległość ogniska od centrum elipsy obrotu. Można też składniki zmiksować ;P Tak przygotowaną substancję w niewielkich porcjach warząchwią rozlewamy jednolicie na rozgrzanej do tysiąca stopni patelnię polaną uprzednio mieszaniną węglowodorów nienasyconych z pierwszego tłoczenia. Podczas procesu ścinania i koagulacji substancji na patelni obracamy dwukrotnie aby nasz naleśnik był idealnie zarumieniony z dwóch stron. Życzę smacznego :D To tyle kuchni wracamy do sedna :P
Wybraliśmy się na podbój bram wschodu ( ja z uszkodzonym palcem u nogi, który rozstał rozprasowany przez 250 kilogramowy aparat przyłóżkowy na dyżurze. Pomysłodawczynią tego projektu była Ula :D Tytuł zmieniłem w ostatniej chwili. Jakoś tamten do końca mi nie leżał :P To była bardzo eteryczna i klimatyczna sesja ( tak mi się wydaję). Mimo  cholernego chłodu i głodu znaleźliśmy się gdzieś na zabitej dechami wsi podlaskiej, gdzie w chlebie można znaleźć sznurek, a tak naprawdę w malowniczej mieścince - Rybołach ( i okolicach). Nasz trip zaczęliśmy od starej, zapomnianej,drewnianej cerkwii położonej na granicy Ryboł pod lasem :P W roli modelki wystąpiła Patrycja 










Następnie udaliśmy się do hmm... (trudno powiedzieć asfalt nam się skończył). Nasuwa mi się tylko fragment piosenki kabaretowej ,,Tu psy szczekają dupami, zobaczcie to sami...":P.


Bartek dzielnie sobie radził w tych ekstremalnych warunkach. Jego waliza zawsze w gotowości :D

Podlasie jest cudowną krainą  w którą warto się wybrać, poznać kulturę i mentalność tutejszych osadników. Gorąco polecam i już nie przedłużam. Stylizacje przygotowała Ula. Buzie zaś umalowała Ania.







To wszytko na dziś. Do następnego !!
Hawk!!

niedziela, 13 listopada 2011

Promenades autour de la ville

Witam !
No to się zaczął listopad i jak to zwykle bywa już święta w sklepach pełną parą:P Nie da się tego nie zauważyć:P Już wczoraj miałem chętkę kupić bombki ( nie wiem po co - może dlatego, że mieszkanie jest przytłaczające:P) w Oszołomie. Październik przeszedł do historii jako gruby miesiąc. Wiele by tu o tym pisać ale jak mnie poznacie to wam opowiem:P. Ostatni tydzień ogólnie huśtawka nastroju spowodowana pogodą oraz otaczającą mnie społecznością. Nieraz człowiekowi się załącza road house ( jeśli nie wiecie co to to odsyłam pod link). Dzisiaj za oknem zimno, szaro, buro - najlepiej zostać w domu i delektować się gorącą herbatką z miodem a wieczorem walnąć sobie grzańca. Ale zanim to chciałbym pokazać Ewę o iście ormiańskiej urodzie z którą miałem doczynienia w ostatni słoneczny dzień tego weekendu :D Zdjęcia wykonane na licznych wyremontowanych uliczkach Whitestoku. Zapraszam do oglądania.









Asysta & fryzura, make up: Bartek Grześ
Stylizacja: Paulina Płotczyk

Le papą do następnego:P
Hawk!!